W styczniu 2010 obiegła Polskę informacja o dwóch zagubionych geologach, którzy zniknęli w okolicy Białegostoku. Postanowiliśmy się włączyć w poszukiwania. Dotarliśmy na miejsce w czasie 12 godzin od momentu, kiedy zawezwała nas Komenda Miejska Policji.
Postanowiliśmy wykorzystać cztery amfibie, które w celu wzajemnej asekuracji pracowały w dwóch zespołach po dwie.
Teren poszukiwan był bardzo trundy. Bezdroża poprzecinane odnogami Narwi. Lód na rzece niestabilny.
Poszukiwania prowadziliśmy na zymut, wzdłuż kanału. Poza nami nic nie byłoby w stanie wjechać w miesca którymi jechaliśmy.
Po krótkich poszukiwaniach, dotarliśmy to miejsca wskazanego przez śmigłowiec Straży Granicznej. Należało spróbować z bliska zidentyfikować co znajduje się pod wodą.
Przeprawiliśmy się na drugi brzeg odnogi. Z urwistego brzegu widać było znajdujący się pojazd i jego tablicę rejestracyjną. To rozwiało wszelkie wątpliwości. Auto geologów znajdowało się w tym miejscu.
Mieliśmy ze sobą kamerę, którą można było filmować pod wodą. W oparciu o bosak i naszą kamerę, ratownicy próbowali ustalić jak wygląda wnętrze zatopionego auta. My w międzyczasie pomagaliśmy reporterom dostać się na brzeg z odległej drogi.
Zapadał zmierz, temperatura spadła do -15 stopni. Komendat Policji prowadzący akcję zakończył pracę na ten dzień. Następnego dnia do akcji mieli wkroczyć nurkowie. Nasz pomoc już nie była potrzebna.
Jeszcze tylko powrót do wsi. Po drodze zabraliśmy osoby prowadzące poszukiwania (ratowników, Strażaków z OSP, część policjantów) aby pomóc im w dostaniu się do utwardzonej drogi...
Wspólpraca z Policją była bardzo sprawna. Udało nam się szybko dotrzeć na miejsce poszukiwań, amfibie sprawdziły się w warunkach bardzo niskiej temperatury. Szerokie gąsienice, pomogły w przeprawie przez cienki lód. Wracaliśmy jednak ze smutkiem. Tym, których szukaliśmy, nie można było pomóc już po kilkudziesięciu sekundach od momentu, kiedy auto wpadło do rzeki.....